poniedziałek, 6 stycznia 2014

Skucha :0

I skusiłam, nie było wczoraj wpisu, ale miałam znów tak aktywny dzień... Najpierw byli goście, a potem ja pojechałam na nocowanko u przyjaciela ;) Mimo wszelkich "ale" zastanawiające jest, że po rozstaniu relacje się poprawiają na wielu płaszczyznach...
Było...bardzo miło, ale następne takie spotkanie dopiero po powrocie, ale mam dobrą wiadomość- przez dłuższy czas nie będę marudzić o wiadomym ...:) Tylko przez ćwierć roku może się tak wiele pozmieniać..

Tydzień zapowiada się z lekka przełomowy- decyzja ortopedów. A potem mam tyle rzeczy do zrobienia, czas się zająć czymś konkretnym i pożytecznym , trzeba uporządkować książki i lakiery, bo jedno i drugie przybywa mi w strasznym tempie i miejsca brak. Ach, jak mi się marzy domek, a w nim własna biblioteka, duużo regałów, fotel i stolik. Takie zacisze...


sobota, 4 stycznia 2014

Prezenty :)

Taki był dziś aktywny dzień i taka jestem padnięta, że zapomniałam o wpisie, jest więc nocny-prezentowy :)





kominek-sówka :)


"Chustka" i kominek to prezenty od mamy


Łamigłówki od "siostry"


" Lilou" od przyjaciela, znaczy się od "exa".

A teraz śmigam już spać, tzn. nie śmigam, powłóczę nogami..:)

piątek, 3 stycznia 2014

Akcja rejestracja :)

Gdzie mnie jeszcze dziś nie było? Najpierw pojechałam do UCK na wizytę do immunologa. Byłam w szoku, bo lekarz, do której chodzę od niedawna, nie przyjmowała dziś pacjentów, ale zapisała mnie i jeszcze jedną osobą specjalnie, poświęcając naprawdę trochę czasu dla nas. Jestem pod wrażeniem.  Niestety, najważniejszego wyniku nie było, więc czeka mnie powtórka z rozrywki.

Następnie chciałam zarejestrować się do hematologa, termin -2015 rok, ale miła (!) pani w rejestracji pokierowała mnie do Wojewódzkiego Centrum Onkologii, gdzie termin był na kwiecień..tego roku.

Badań nie zrobiłam, bo kolejka była taka, jakby całe Trójmiasto zjechało się dziś na badania.

Potem śniadanko- jakoś zaczęłam je celebrować :) Owszem, zjadam czasem je o takiej porze, że chyba nikt nie je tak późno śniadania, ale jest to czas dla mnie, nie w biegu, tylko spokojnie, jak kiedyś rzadko mi się zdarzało :) To,że jem je tak późno ma swoje zalety- brak kolacji :)

Dzisiejszy obiadek

Tak mnie naszło -warzywnie :)
Byłam też w jeszcze jednym szpitalu, gdzie podobno można się zarejestrować do endokrynologa jeszcze w tym roku, ale rejestruja dopiero 1 kwietnia, nie to nie Prima Aprilis :) Jeśli będę cierpliwie siedzieć tam cały dzień, to jest szansa, że razem z mamą odwiedzimy endokrynologa w lipcu.

Odebrałam też wynik TK, a za tydzień zapadnie decyzja, co dalej z moją nogą. Poza tym, że wg mnie na opisie jest jasno napisane, że nie ma zmian, to " załamanie kątowe kości udowej ok.158 stopni", jakoś mnie nie nastraja pozytywnie, ale...czas pokaże.

Miałam jechać dziś do ex, ale z racji Jego fochów i remontu, który chce zrobić w kilka dni, a jakoś nie udało mu się przez ponad rok, pojadę kiedy indziej. 

Miałam pokazać jeszcze prezenty bożonarodzeniowe, ale to może jutro, bo jakiś wpis mi w miarę długi wyszedł :) Nie śpicie? 

I jedyne postanowienie na Nowy Rok już trzeci dzień udaje mi się dotrzymać- codzienny wpis na blogu :)

czwartek, 2 stycznia 2014

"Łzy płyną, zmysły śpią"

Może niezbyt ambitnie, ale dziś za mną chodzą tylko słowa "mam dość, nie mów mi nic, pozwól żyć, pozwól mi być". Naprawdę, już na fb dałam upust swoim emocjom, nie chcę, nie mam sił!!

"Siostra" przeprosiła mnie i mamę za święta. Nie spodziewałam się tego.

W sobotę wybieram się do schroniska, może zostanę wolontariuszką, oczywiście wszystko uzależniam od "zdrowotnej" strony, ale to do końca przyszłego tygodnia powinno się wyjaśnić.

Ex był na randce. Ciekawe, kiedy ja wybiorę się na randkę...Za tydzień wyjeżdża. Będę spokojniejsza...chociaż tyle...i aż tyle.

Nasz kochany ast Tequila poszła dziś do toalety za potrzebą, może by ją tak nauczyć siadania na deskę? :)

Chcę codziennie robić wpis, mam nadzieję, że wytrwam w tym postanowieniu.

środa, 1 stycznia 2014

2014 - lepiej, żebyś się spisał! :P


Nie postanawiam, a dlaczego, to wiecie doskonale...Oby ten 2014 przyniósł nam wszystkim dużo szczęścia i łez,ale tylko ze wzruszenia. Byśmy miały siłę nieść na barkach każdy dzień i z uśmiechem mogły spoglądać w przyszłość :)

piątek, 13 grudnia 2013

Czekam na styczeń

Może to dziwne, ale czekam na styczeń...P.wtedy wyjeżdźa.
Owszem, będzie mi ciężko, nie powiem, że nie. Wiem, że zawsze mogę do Niego zadzwonić, ba, po prostu przyjechać..Wiem.., ale potrzebujemy dystansu, takiego konkretnego, nie kilku dni niewidzenia się, tylko dłuższej przerwy.. Podałam mu się na tacy. Tak, przyjaźń przyjaźnią, ale On już sam nie wie, czego chce, co czuje...Motylków w brzuchu chyba mu brak..Tylko kiedy miał zatęsknić, pomyśleć o mnie, skoro jestem zawsze?? A to na FB, a to sms'a podeślę, a to się zdzwonimy, spotkamy, jest super, ale ma wiele nie będąc ze mną, więc faktycznie za czym tęsknić?
Ja już też tak nie mogę, każda chwila z Nim daje mi szczęście, za każdą taką chwilę dałabym się pokroić, a potem...rozkminiam, przeżywam i ryczę..Taaak, zachowanie godne 30 + :P
Na samą myśl o tym, że jakaś inna mogłaby spać z Nim w tym samym łóżku, jeść przy tym samym stole, budzić się i zasypiać przy Nim..boli, bardzo..., ale coś się musi wydarzyć, jakiś przełom, cokolwiek...
Jest między nami na pewno jakaś przyjaźń, możemy porozmawiać o wszystkim, począwszy od kłopotów rodzinnych na...biegunce kończąc, podoba nam się wiele podobnych rzeczy, lubimy podobnie spędzać czas, ale mamy też swoje osobne zainteresowania..., możemy na sobie polegać, znamy sie dobrze, fizycznie jest taka chemia, której nie było już dawno w naszym związku..,ale
Właśnie to "ale".Może jak odpoczniemy od siebie, od kontaktów ze sobą, może to nam coś da,bo nie może być dłuzej tak, że spędzając z Nim dzień jestem jak "młoda bogini", a następnego dnia  jak nastolatka z depresją. Tak po prostu nie powinno być.

Wybaczcie zanudzanie :)A tym które doczytały do końca i ślad po sobie zostawią dziękuję:)

wtorek, 3 grudnia 2013

3 + 1

Chorowało mi się. Paskudna jelitówka dopadła mnie i nie odpuszczała prawie tydzień. Szczegółów opisywać nie zamierzam, ale było kiepsko, trasa łóżko-łazienka, broń Boże dalej...

P. wrócił z Rosji.

Stuknęło mi 3+1. Dzień urodzin spędziłam naprawdę cudnie. Rano spokojne śniadanko i chwila tylko dla mnie, a potem czas z P. Miała być kawka. Był obiad, była kawka,...był deser:P Gdyby jeszcze była pewność, że nikt nie stanie na drodze naszej "przyjaźni"..., ale byłoby zbyt pięknie, gdyby było tak pewnie...

Prezenty urodzinowe baaardzo mnie zadowoliły. Dostałam książki, przepiśnik, smarowidła dla ciała, ukochane perfumy od P., kartki i laurki :)

W tygodniu planuję zmienić kolor włosów. Może choć tym razem się uda :)

W porządkach reaktywacja :)

Oby nie było gorzej...