Hm...Wszystko zmierzało w bardzo dobrym kierunku, Nasze relacje z dnia na dzień były coraz lepsze...
Zaprosiłam go na kabaret w październiku. Zgodził się. Zresztą, jeden z naszych ulubionych...
Potem wyjeżdża na miesiąc.
I...dnia nastepnego foch.
Tak po prostu.
Bo? Bo zrobiłam tatuaż i myślał, że zapytam go, czy pójdzie ze mną, bo to ważna rzecz, pamięta się ją, wspomina, warto wiedzieć z kim, gdzie...
A poszłam bez Niego. Potem przyszła moja "siostra" umówić się na poprawkę swojego starego tatuażu.
I to źle, usłyszałam, że na kabaret mogę iść z siostrą itp itp
Jak to jest? Grałam w grę, do której sam ustalał zasady. Niezobowiązująco na razie? No to ok.
I żal, że zrobiłam coś ważnego bez Niego...
Nie wiem, jak to ogarnąć.
Naprawdę przydałaby się szczera rozmowa, choćbym se "kielicha musiała walnąć przed"...
Zależy mi na Nim.
I dla Niego też jestem ważna.
To po co ten cyrk?
Odkładałam tę rozmowę, bo myślałam, że na nią za wcześnie...
A nieporozumienia wychodzą wcześniej, niż myślałam...
Jak nie stracić tego, co zaczęło odradzać się tak powoli...i zmierzało ku dobremu...?
Wszyscy wiedzą, że to się nie skończyło...rodzice Jego co chwilę pytają o mnie..
Tylko my udajemy, że to nic takiego...I po co??
Zaprosiłam go na kabaret w październiku. Zgodził się. Zresztą, jeden z naszych ulubionych...
Potem wyjeżdża na miesiąc.
I...dnia nastepnego foch.
Tak po prostu.
Bo? Bo zrobiłam tatuaż i myślał, że zapytam go, czy pójdzie ze mną, bo to ważna rzecz, pamięta się ją, wspomina, warto wiedzieć z kim, gdzie...
A poszłam bez Niego. Potem przyszła moja "siostra" umówić się na poprawkę swojego starego tatuażu.
I to źle, usłyszałam, że na kabaret mogę iść z siostrą itp itp
Jak to jest? Grałam w grę, do której sam ustalał zasady. Niezobowiązująco na razie? No to ok.
I żal, że zrobiłam coś ważnego bez Niego...
Nie wiem, jak to ogarnąć.
Naprawdę przydałaby się szczera rozmowa, choćbym se "kielicha musiała walnąć przed"...
Zależy mi na Nim.
I dla Niego też jestem ważna.
To po co ten cyrk?
Odkładałam tę rozmowę, bo myślałam, że na nią za wcześnie...
A nieporozumienia wychodzą wcześniej, niż myślałam...
Jak nie stracić tego, co zaczęło odradzać się tak powoli...i zmierzało ku dobremu...?
Wszyscy wiedzą, że to się nie skończyło...rodzice Jego co chwilę pytają o mnie..
Tylko my udajemy, że to nic takiego...I po co??