wtorek, 1 października 2013

A wszystko to...

Hm...Wszystko zmierzało w bardzo dobrym kierunku, Nasze relacje z dnia na dzień były coraz lepsze...
Zaprosiłam go na kabaret w październiku. Zgodził się. Zresztą, jeden z naszych ulubionych...
Potem wyjeżdża na miesiąc.
I...dnia nastepnego foch.
Tak po prostu.
Bo? Bo zrobiłam tatuaż i myślał, że zapytam go, czy pójdzie ze mną, bo to ważna rzecz, pamięta się ją, wspomina, warto wiedzieć z kim, gdzie...
A poszłam bez Niego. Potem przyszła moja "siostra" umówić się na poprawkę swojego starego tatuażu.
I to źle, usłyszałam, że na kabaret mogę iść z siostrą itp itp
Jak to jest? Grałam w grę, do której sam ustalał zasady. Niezobowiązująco na razie? No to ok.
I żal, że zrobiłam coś ważnego bez Niego...
Nie wiem, jak to ogarnąć.
Naprawdę przydałaby się szczera rozmowa, choćbym se "kielicha musiała walnąć przed"...
Zależy mi na Nim.
I dla Niego też jestem ważna.
To po co ten cyrk?
Odkładałam tę rozmowę, bo myślałam, że na nią za wcześnie...
A nieporozumienia wychodzą wcześniej, niż myślałam...
Jak nie stracić tego, co zaczęło odradzać się tak powoli...i zmierzało ku dobremu...?
Wszyscy wiedzą, że to się nie skończyło...rodzice Jego co chwilę pytają o mnie..
Tylko my udajemy, że to nic takiego...I po co??

sobota, 28 września 2013

Niedosyt

Kilka słów wyjaśnienia a propo ostatniego postu.
Nie jesteśmy z Nim parą, nie mieszkamy razem.
Zaczęliśmy się spotykać po ponad miesiącu od rozstania.
Niezobowiązująco ;)
Nie wiem, czy to można nazwać romansem...nie wiem, jak w ogóle to nazwać...
Codzienne czatowanie na Fb zajmuje nam czasem kilka godzin, trochę to wygląda tak,
jak wtedy, gdy wyjeżdżał w delegacje.
Tylko teraz namiętność jakaś większa.
Zapytał "Czemu tak nie było np. trzy miesiące temu?"
Mówi, że nie jest zazdrosny.
Widząc bransoletkę, której nie widział wcześniej mówi "Hm...pewnie prezent.."
Okazuje zazdrość o znajomego, który wpadł do mnie, bo miał problemy ze swoją kobietą.
Mówię mu "Nie udawaj, ze jesteś zazdrosny". On oburza się "Dlaczego miałbym być?!"
Przyciąga nas do siebie coś..
Tylko ten strach...I mój i Jego. Sama boję się, że mogłoby się zepsuć.
Teraz jest niedosyt, więc każde spotkanie daje radość.
Niedawno w tym samym czasie wysłaliśmy do siebie te same smsy, z podziękowaniem za miły dzień. Treść w 99 % taka sama, o tej samej porze...
I tylko powiedzieć mogę " I chciałabym...i boję się..."

piątek, 27 września 2013

Naznaczona :)

Jest tatuaż.
Zdjęcie wrzucę na Fb, jak ktoś ogarnie mój kawałek pleców.
Nijak mi to nie wychodzi, ręce chyba za krótkie.
Z P....hm...
P. wymienił w swojej łazience dozownik na mydło i kubek na szczoteczki. Moja szczoteczka znalazła się...w nowym kubeczku.
Nie skomentowałam. Zakodowałam :)
Rodzice P. pytali o mnie.
Rozbawiło ich, że "tak sobie te klucze teraz oddawać będziemy..." A co tam...
Czasem rozmawiamy wprost, czasem nie.
Zapytał mnie, czy na pewno to jest niezobowiązujace?
Co bym zrobiła,gdyby zechciał klucze?
Czy byłoby ok, gdyby się z kimś spotkał?
Ciągnie mnie za język jak tylko się da, a ja uparta, jak oślica największa nie powiem mu, co czuję.
Nie teraz.
Przecież wie, musi to słyszeć?
Powiedziałam, że klucze rzecz jasna bym oddała, a że zabolałoby, gdyby się z kims spotkał, to co innego...
I że niczego teraz nie oczekuje, jest ok, jest fajnie, ale wierzę, że kiedyś będziemy normalną ( w miarę:) parą, że taki dzień przyjdzie...Tyle.
Na co On, że nie będzie nikogo szukał, bo przecież już na to jest za stary, chyba, że " jakaś się napatoczy"...
I złośliwie nazywa mnie "koleżanką" ciesząc sie, gdy mnie to irytuje...
Nie jesteśmy normalni...To jest pewne.





niedziela, 22 września 2013

Czas pokaże...

Dzieje się...
Działo...
Życie się poprzewracało...
Świat się posypał...ot tak, na kawałeczki, nie było co zbierać...stałam się połamaną, bezrobotną singielką po dwóch pogrzebach w rodzinie..
Jak rypło, to...wszystko od razu.
Zebrać się trzeba było, zaczęłam od koloru włosów...od dwóch miesięcy próbuję zostać znów blondynką, z marnym skutkiem ;)
Zapisałam się na tatuaż...wiem, zwariowałam, a co..życie się po 30-tce zaczyna...czy nie?
Spotykam się...z byłym.
Niezobowiązująco...
Lepiej nie pytać...
Może kiedyś coś z tego będzie..Teraz jest lepiej, niż w ostatnim czasie, gdy byliśmy parą, bo teraz...nie jesteśmy przecież.
Dziwne to i piękne i niech się dzieje!!

czwartek, 11 kwietnia 2013

Złudne nadzieje...

Byłam dziś u ortopedy. Niestety, kość się sama nie zrośnie. Niezbędna jest operacja. A byłam tak pełna wiary w to, że się zrasta i jest coraz lepiej. Nadzieje umarły, myśli o wyjeździe gdzieś odleciały...
Muszę jeszcze coś podleczyć i potem umówić się na termin operacji.
Źle mi z tą myślą. Tak chciałam uniknąć tej operacji...
I tak jest za każdym razem, gdy z jednej strony los się do mnie uśmiechnie i zaczynam coś planować, dostaję obuchem w głowę. To już zaczyna być nudne.

wtorek, 9 kwietnia 2013

Czuję wiosnę jak nic! Idzie nowe...powoli...

Wreszcie czuć wiosnę! Moja ulubiona pora roku...Nie wiem czemu,ale akumulatorki od razu doładowane. Chciałoby się coś robić, działać... Poczekam z tym jednak do czwartku, dowiem się wtedy, w jakim stanie jest moja noga- czuję, że lepszym, naprawdę w końcu czuję poprawę! I wtedy pewnie zacznę...szukać pracy. Moja pracodawczyni nie czeka na mnie niecierpliwie, wręcz myślę, że wypowiedzenie gdzieś leży w szufladzie i czeka tylko na datę. Kiedy zaczęły się moje problemy zdrowotne usłyszałam, że "nieźle ich urządziłam", z każdym kolejnym zwolnieniem stosunek się ochładzał, mój P. zabrał zresztą moje rzeczy ( kilka prywatnych książek językowych) stamtąd, choć usłyszałam, że "powinnam to zostawić jako dar dla przedszkola". No żesz...Przykro tak, ale sporo też nerwów tam straciłam. Będzie lepiej...choć rozpoczynanie od nowa wszystkiego nie należy do najłatwiejszych wyzwań.
Teraz...chciałabym gdzieś wyjechać z P. Zostawić wszystko, wszystkich, uciec choć na chwilę, we dwoje...

poniedziałek, 8 kwietnia 2013

Pół roku mi ktoś...ukradł

Miałam opisać moją długą historię, o tym, że poznałam P., że zmieniło się tak wiele odkąd przelewałam swoje gorzkie żale tutaj ( na starym blogu), ale już w tym roku przeżyłam tyle, że najgorszemu wrogowi nie życzyłabym tego...
W skrócie... od kilku miesięcy odczuwałam ból w lewej nodze, ból był dokuczliwy, ale znośny na tyle, by go lekceważyć. Do czasu. W maju, przed urlopem jeszcze wybrałam się do ortopedy, opisując mój problem. Ten stwierdził, że to kręgosłup i zlecił MRI odc. lędźwiowego, broń Boże rtg bolącej nogi. Kilka miesięcy oczekiwania na MRI, w tym czasie urlop w górach i coraz bardziej dokuczający ból. Listopad-popołudnie, na pierwsze piętro wchodzę godzinę, ból nogi taki, że chce się wyć. Wizyta u neurologa, L4 na tydzień, tabletki. Dupa...Ból ten sam, wizyta u ortopedy, rtg- złamanie kości udowej...Zonk. Leczenie? Farmakologiczne, Protelos. Styczeń- kość się nie zrosła. Zastrzyk- Prolia 60.Lekarz każe chodzić na bieżnię, mimo złamania...WTF??? Prolia, jak się okaże- moje przekleństwo.Po tygodniu dostaję pierwszego ataku tężyczki, szok,karetka, SOR, noc na kroplówkach.Dwa dni później atak kolejny, dużo bardziej bolesny, po którym robią mi się przemieszczenia...Cztery dni na SOR-ze, powtórka z rozrywki. Półtorej tygodnia spokoju, trzeci atak. KOR. Trzy tygodnie w szpitalu. Osteoporoza, złamania są też w miednicy, kości łonowe, kulszowe, czy coś. Nigdy nie powinnam dostać zastrzyku z Prolii,  nie mając problemy z wapniem, ortopedzie mówiłam o chorobie...Działanie pół roku...Decyzja o operacji. Oddział ortopedii,zgody podpisane, ale...operacja odłożona w czasie...W czwartek dowiem się, co dalej.
Dziękuję, jeśli ktokolwiek to doczytał. Jestem na kilkumiesięcznym zwolnieniu, którego mam już dość, mam dość bieganiny po ZUS-ach, bo oczywiście dwa razy już mnie kontrolowali, nie mam po co wracać do swojej pracy, nie wiem, co dalej...Pół roku wyjęte z życiorysu.
Następny wpis obiecuję, nie będzie TYLKO o chorobie:)